Dziennie wylewam przed Słońcem mą duszę,
bo w żyłach płynie mi coś na kształt Nieba.
Wprawdzie ja to tyci, nikły okruszek,
lecz stanowiący wciąż fragment Chleba.

Zdarza się, że mąki mi się mylą
albo nóż pokroi, mniejszą mnie zostawi.
Słońce się jednak dziennie pochyla;
Światłem i ciepłem mi błogosławi.

Przyzwoity chlebak wystarczy na teraz;
końcowej wybornej uczty nie oczekuję,
tylko letnich dni z nadzieję żebrzę nieraz,
gdy okruch się w Słońce wiecznie wpatruje.

Aleksandra Błażyca / Mizerów, 18.10.2020r.

You may also like

Back to Top