Urodziłam się i żyję w Polsce, najpiękniejszym miejscu na ziemi. W kraju, w którym dominuje katolicyzm. Z jednej strony, nam chrześcijanom, jest łatwiej. Dostęp do religii, kościoła, miejsc kultu jest praktycznie nieograniczony. Z drugiej jednak - trudniej o prawdziwe przeżywanie wiary, gdy religia stanowi często wyłącznie tradycję i powszechny zwyczaj. Jako dziecko uczęszczałam do kościoła, na lekcje religii, przyjmowałam sakramenty, choć wtedy ich do końca nie rozumiałam. Dziś jestem wdzięczna rodzicom, że wychowali mnie w wierze katolickiej, ale też że sama (bez ich nacisku) mogłam poznawać i zgłębiać tajemnicę wiary. Pan Bóg, przedstawiany na lekcjach religii był dla mnie srogim ojcem z siwą brodą i groził palcem niegrzecznym dzieciom. Potem, w moim nastoletnim życiu, wysłuchiwał cierpliwie moich rozterek, ale też powstrzymywał przed zrobieniem głupot. W dorosłym życiu towarzyszył mi w słowach, które wielokrotnie powtarzam w modlitwie: „Jezu ufam Tobie”. Wyryłam je dłutem na powierzchni duszy, bo wierzę w nie bardziej niż w prawdę, bardziej niż w rzeczywistość. Wizerunek Boga dostrzegam w moim ulubionym obrazie przy ołtarzu w bazylice przy Łagiewnikach. Kiedy jest ciężko, kiedy pojawia się lęk, ale również gdy radość wypełnia każdą komórkę mojego ciała, wierzę w Jego Miłosierdzie. Wierzę, że Bóg prowadzi mnie przez tą wyboistą drogę życia, wierzę również, że jest ze mną przy wszystkich moich decyzjach i wyborach. A kiedy dojdę do końca tej życiowej wędrówki, chciałabym stanąć przed Nim i powiedzieć: „Jezu, ufam Tobie” i modlę się, by otworzył przede mną szeroko drzwi niebieskich bram.

Aleksandra Kluczewska / Olkusz, 17.10.2020r.

You may also like

Back to Top