Jedno z ważniejszych wydarzeń w kwestii mojej wiary miało miejsce na Rekolekcjach Ignacjańskich (rekolekcjach w totalnej ciszy) w Tatrach. Myślałam sobie: będę medytować, wyłączę telefon, góry super! Trzeciego dnia stwierdziłam, że jestem wśród bandy wariatów chodzących jak duchy i modlących się tylko. Stwierdziłam, że wychodzę. Ta rezygnacja pojawiła się kiedy zdałam sobie sprawę, że nie umiem dziękować za to co mam. Było to po analizie mojej przeszłości, akceptacji, wybaczenia. To było jak kanalizacja, która zaczęła wybijać w sercu.
Poszłam do kaplicy i zobaczyłam tam chłopaka pochłoniętego modlitwą, pięknego w swoim skupieniu i emanującej szczęśliwości. Pomyślałam gorzko: Boże co robię źle? - Mieliśmy medytować znany tekst z Ew. Św. Jana roz. 15. „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity....” Fragment kończy się zdaniem „To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.”
To co się wtedy wydarzyło gdzieś w środku mnie, w tej kaplicy gdzie przez witraże można było oglądać monumentalne góry, nie będę potrafiła przekazać. Jakimiś banalnymi słowami mogę to przyrównać do silnego poczucia SENSU, wypełniającej mnie radości i pokoju. Tym się aż chciało krzyczeć do innych. Pojawiło się to zaraz po przeczytaniu ostatniego zdania. Pierwszy raz poczułam obecność Boga w tabernakulum i zrozumiałam enigmatyczne hasło -Słowo żywe-. Wtedy nawet mrówka na podłodze była totalna w swojej istocie i po prostu piękna.
Wiem, że jesteś Boże... Wiem, tylko czasem o tym zapominam, a moja wiara jest takim ciągłym przypominaniem sobie, że to Prawda...
Olga Pawińska / Warszawa, 24.11.2020r.

You may also like

Back to Top